Daily Archives: November 5, 2010

JazzTimes review by Brent Burton

Keefe Jackson Quartet – Seeing You See (CF 176)
Keefe Jackson, a saxophonist and clarinetist, seems to fit in well in his adopted hometown of Chicago, Ill. He’s even recorded several albums for that town’s landmark jazz label, Delmark. And Seeing You See, his first for the Portuguese label Clean Feed, has a crisp, nimble sensibility that touches on two of the Windy City’s most elegant exports.

First, there’s a hint of Clifford Jordan-esque hard-bop in Jackson’s melodies, which he plays in unison with trombonist Jeb Bishop (“Maker”). Second—and most important—is the aesthetic connection that Jackson makes with Chicago’s free-jazz tradition. Jackson is a more conservative player than, say, Roscoe Mitchell or Anthony Braxton—two of the city’s most intrepid saxophonists—but his improvisational efforts display a well-organized logic that owes a lot to the Chicago school (“How-a-low”).

In between heads, the Jackson quartet, which also features bassist Jason Roebke and Noritaka Tanaka, goes out without going too far out. Jackson has a tone that, while occasionally crackling with un-tethered energy, is well rounded and seldom squawky. He is an excellent complement to Bishop, for whom a muted growl is as extreme as it gets. Underlying the brass interplay—which manages to be both bluesy and pointillistic—is a rhythm section that gives the feeling of swing even when unconnected to a regular time signature (“If You Were”). These guys do what seems to come naturally to Chicago-based outfits: They make freedom sound friendly.
http://jazztimes.com/articles/26688-seeing-you-see-keefe-jackson-quartet

Impropozycja review by Marcin Kiciński

Convergence Quartet – Song / Dance (CF 187)
Od kiedy prowadzę tego bloga, przyjąłem założenie, że skoncentruję się na płytach z bieżącego roku. Co się z tym wiąże, w trakcie ostatnich trzech miesięcy przesłuchałem (oczywiście część bardzo pobieżnie) kilkadziesiąt płyt z 2010 roku i w pewnym sensie ogarnęła mnie rozpacz. Znaczna ich część w ogóle nie nadaje się do rekomendacji, a próba napisania o nich czegokolwiek byłaby nie lada wyzwaniem. Bierze się to przede wszystkim z niejasnego dla mnie, dość niechlujnego podejścia do kwestii tematu muzycznego, który jest osią improwizowanego utworu. Gros tematów to proste zapętlone w nieskończoność frazy basu, których laik – taki jak ja – wymyśliłby na poczekaniu kilkanaście i które będąc repetytywnym tłem, w pewnym momencie stają się nieznośne. Instrumentalistom często się wydaje, że wystarczy nałożyć na to tło gęste solówki i będzie z tego jazzowy hit. Zamiast tego mamy najczęściej jazzowy knot. Naturalnie na przestrzeni lat wydano wiele płyt i zabłysnęło wielu muzyków, którym się udało. Jest Fred Anderson, który potrafił niczym szaman wprowadzać w trans snuciem swoich bluesowych opowieści; jest John Zorn, który na bazie tematów wygrywanych przez Cohena tak szalał we wspaniałych dialogach z Douglasem, że miało się wrażenie, że bez statycznej linii basu całość by się rozleciała podczas kolejnej zespołowej eksplozji. Jest AALY Trio, gdzie tematy również stanowią podstawę, tyle że niech ktoś wskaże mi więcej płyt, gdzie każdy dźwięk ma swój przydźwięk, gdzie każde dmuchnięcie, każde szarpnięcie struny i każde uderzenie w bębny jest tak rozkołysane wokół tematu i tak paradoksalnie wolne od tematu. Wymieniać można by długo, jazz na temacie stoi, próbka w postaci 2010 roku pokazuje jednak, jak tylko nielicznym udaje się znaleźć na niego sposób.
Convergence Quartet jest jednym z tych wyjątków. Na “Song / Dance” jest dużo złożonych kompozycji, w ramach których zespół stawia na temat, dba o niego i przede wszystkim o mnie jako słuchacza, bym w ich ramach czerpał radość.
Już pierwszy utwór wzbudził mój spory aplauz. Prosta, dziecinna melodyjka z pięknym zawieszeniem. Jak cudownym narzędziem jest ta mała pauza, jak wiele możliwości daje w trakcie późniejszych improwizacji, jak miłym elementem jest powrót do niej po chwilowej wariacji…
Idźmy jednak dalej. “Baobabs” i “Albert Ayler (His Life Was Too Short)” to senne ballady, w pewien sposób przypominające płytę Wadady Leo Smitha “Procession of the Great Ancestry”. “Representations 17” nawiązuje duchem do współczesnej kameralistyki. “The Pitts” to cudowny blues, a kończąca płytę “Kudala” to zabawne westernowe wariacje.
Convergence Quartet to zespół, który – jako jeden z nielicznych – w swoich założeniach ma nie tyle solowe popisy (choć takowe oczywiście mają miejsce), co grupowe zmaganie się z kompozycją. Nawet gdy wszyscy szaleją, czuć, że cały czas trzymają się określonej frazy i pamiętają o wspólnym celu. Wychodzą z tego bardzo nietuzinkowe utwory i to w dużej mierze dlatego, że już na etapie zadawania sobie tematu nie brak animuszu do udziwnienia, unikania wtórności.
Nie sposób nie dodać, że na poziomie instrumentalnym także mamy tu do czynienia z nie lada gratką, pytanie tylko, czy jest sens wymieniać walory każdego muzyka z osobna (bo niewątpliwie wszyscy zasługują tu na uznanie), skoro przede wszystkim naprawdę, jak rzadko kiedy, na tej płycie liczy się kolektyw, organizacja i w pewnym sensie dyscyplina.
Na pewno sięgnę po kolejne płyty każdego z nich. Myślę, że się nie rozczaruję.
http://impropozycja.blogspot.com/2010/11/convergence-quartet-song-dance-clean.html

(Rough translation, courtesy of Google…)
Since I run this blog, I accepted the premise that I will focus on records of the year. What is it, during the last three months, listened to (of course, some very briefly) a few dozen CDs of 2010, and in a sense, I was filled with despair. A large part of them not at all suitable for a recommendation, and attempt to write anything about them would be a challenge. This stems primarily from the obscure to me, a rather sloppy approach to the theme song, which is the axis of an improvised song. Gros topics are simple phrase endlessly looped bass, the layman – like me – have invented on the spur of a dozen, and that being a repetitive background, at some point they become unbearable. Instrumentalists often seem that it is enough to impose on a background of dense guitar solos, and will instead be a jazz hit. Instead, we mostly jazz knot. Naturally, over the years spent a lot of boards and shined a lot of musicians who have succeeded.Fred Anderson, who was able to make like a shaman in a trance blues telling their stories, is John Zorn, which is based on themes by Cohen wygrywanych so raged the great dialogues with Douglas, that was the impression that without all the static bass line to disintegrate during the another team of the explosion. It AALY Trio, which also form the basis of themes, so that let someone will show me the records, where each sound has a hum, where every blow, every tug of the string and every beat of the drums are so swayed by the theme, and so, paradoxically, free from the subject. Exchange could be a long time, the topic is jazz, the sample in the form of 2,010 years, however, shows just how few manage to find his way.
Convergence Quartet is one of those exceptions. On “Song / Dance” is a lot of complex composition in which the band puts on, takes care of him and especially for me as a listener, I drew within them joy.
Already the first track disputes raised my applause. Simple, childish melody of a beautiful suspension. How wonderful this little tool is a pause, as many opportunities to give in later improvisation, like a nice element is the return to it after a slight variation …
But let us continue. “Baobabs” and “Albert Ayler (His Life Was Too Short)” is a dreamy ballad, in some ways reminiscent of the disc Wadady Leo Smith’s “Procession of the Great Ancestry.” “Representations 17” refers to the spirit of contemporary chamber music. “The Pitts” is a wonderful blues, and ending with the album “Kudala” is a funny western variations.
Convergence Quartet is a band that – as one of the few – in their assumptions is not so much solo performances (though of course any, take place), which groups struggle with the composition. Even when all the rage, feel that at all times adhere to certain phrases and remember with a common purpose.Emerge from this very extraordinary songs and this is largely because the stage of asking the subject does not lack for spirited udziwnienia, avoiding secondariness.
It is impossible not to add that at the level of instrumental and we are dealing with a real treat, the only question is whether it makes sense to exchange values of each medicine separately (because certainly all deserve recognition here), especially when really, how is rarely, on this CD has a collective, organization, and a sense discipline.
Are you sure you reach for the next album of each of them. I think that will not disappoint….

So Jazz review by Thierry Lepin

So Jazz review by Vincent Bessières

So Jazz review by Thierry Lepin

Free Jazz review by Stef Gissels

Achim Kaufmann, Robert Landfermann, Christian Lillinger – Grünen (CF 202)
****½

Your humble servant gets loads of CDs by many labels and musicians, many more than are possible to even listen to, let alone review them all for you. Many of the ones that I do not review have one thing in common : lack of musicality.

Sometimes the ideas are there, but at a cerebral level, or it is creative just to be creative, or different just to be different, or loud just to be loud, or shocking just to be shocking. Being musical and sensing music (flow, sound, pace, interaction, …) requires talent, and not just conceptual thought and technical skills.

This German trio embodies this notion of “musicality”, expressed on these eight improvisations. They bring a mixture of jazz and free improv, but all with an incredible sense of lyricism and tension. The latter is the result of the many variations and daring contrasts between the three instruments, with strange shifts of roles between which is the melodic and which the rhythmic instrument. The tension also arises from the contrast between light and almost impressionistic moments with dark and rhythmic passages, as on the long “Khaki”.

The beauty of it all lies in the captivating story-telling, with new storylines opening regularly, driving the attention and anticipation forward, waiting to hear what’s coming next, engulfing you in the process, sometimes overwhelming, but certainly dragging you on, through unexpected sonic explorations as on “Reed” or “Loden”, with weird twists and turns, or tranquil sensitivity as on “Ur”, but fascinating throughout.

The title of the album means “greens” as in the various shades of color and is also reflected in the titles of the tracks, free associations of the word “green”, but in line with their music, not the ones that are predictable, and like the color, the music is all very fresh and pristine, shades of the same material, yet entirely different.

They create something new with a “traditional” piano trio, with a high level of musicality and creativity. These three artists do not play music, they are music.
http://freejazz-stef.blogspot.com/